czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział drugi

*PERSPEKTYWA BELLI*
Obudziłam się nadal w tym pokoju. Zamknęłam oczy. Wszystko mnie bolało. Wszedł tu jakiś blondyn. Odwracał się, jakby uważał, by nikt za nim nie wszedł. Podszedł do mnie. Drgnęłam przerażona i zaczęłam płakać.
-Nie bój się. Ja cię nie skrzywdzę.
-To po co mnie tu trzymacie?
-Spokojnie. Nie pamiętasz co się stało kilka godzin temu?
-Nie. A powinnam? Czy oni...?
-Popatrz.- podwinął moją bluzkę. Na brzuchu miałam wielką ranę ciągnącą się aż do pleców.
-Doszło do czegoś? Tylko szczerze.
-Nie. Odciągnąłem ich. Nie trzymam z nimi. Nawet mnie tu nie powinno być.
-To skąd się tu wziąłeś?
-Wiesz...Pochodzę z biednej dzielnicy. Tam by przetrwać musisz walczyć. Mike'a właśnie tam poznałem. Uratował mnie, ale jak wiadomo nic nie jest za darmo. Teraz odpłacam swój dług.
-Jak masz na imię?
-Justin.
-Jak Bieber?
-Nie! to  jest idiota i wstrętny gad. Nie żartuj, że go lubisz...
-Niezbyt, ale go nie obrażaj. ja tam słucham rocka i Marylina Mansona!
-Tego satanistę?
-Ej! To jest najprawdziwszy człowiek na tej planecie. Przynajmniej jest szczery w tym co robi.
-Jest dziwny.
-Ja też. Ty także. Na świecie jest pełno dziwaków.
-Jesteś gwiazdką. Dla ciebie wszystko jest proste.
-Mylisz się. Może i do biednych dzieciaków nie należę, ale wiem jak wygląda życie. Nie zawsze jest różowo.
-To co ty niby takiego przeszłaś, skoro sądzisz,że możesz tak mówić?
-To na zawsze musi pozostać tajemnicą d;la wszystkich.
-Masz rodzinę, kasę, robisz karierę, ludzie cię kochają.
-Zostałam adoptowana, byłam uzależniona od heroiny...
-Ty? Wielka gwiazda Isabella Swan?
-Tak. Tez mieszkałam na biednym osiedlu. Miałam chłopaka, który był dealerem. I wiem o czy mówisz. Może teraz jest prosto, ale jak sobie czasem przypominam jak umarł to wszystko wydaje się bez sensu.
-Byłaś przy tym?
-Tak. To ja go pchnęłam. To ja go zabiłam.
-Co?
-To był przypadek. Nawet nie byłam świadoma. To było po imprezie. Byłam nachlana i w ogóle...Zepchnęłam go ze schodów.
-To witaj w moim świecie.
-Ile masz lat?
-Dwadzieścia osiem. Ty siedemnaście. Wiem.
-Myślisz,że mnie wypuszczą?
-Pomogę ci. Dziś w nocy uciekniemy razem. Zamieszkasz u mnie. Tam cie nie znajdą.
-Czemu mi chcesz pomóc?
-Bo sądzę, że razem możemy dokonać czegoś niezwykłego.
-Ja też.
-Więc witaj w mojej drużynie.
-Tylko twojej?
-Zobaczysz. Poznam cie z nimi. Nie są tacy groźni.
-Wiem. Nie skrzywdzisz mnie, prawda?
-Oczywiście.
  *Perspektywa Justina*
W sumie to nie byłem taki pewien, czy moi znajomi są w stu procentach bezpieczni, ale czułem,że muszę ją chronić. Na początku myślałem,że to kolejna rozpieszczona gwiazdeczka, ale jak widać myliłem się. Wiem, że będę miał problemy, jeśli uciekniemy. To jest pewne, jednak sądzę, że jeśli z nimi ja zostawię to skończy to się tragicznie, a nie chce mieć żadnego dziecka na sumieniu. Pewnie dogada się ze Starkiem. On też lubi ostrą muzę, glany i w ogóle. Jest inny od nas. Rap to nie jest dla niego. W sumie to nie wiem, czy się odnajdzie w moim środowisku, ale tam przynajmniej będzie bezpieczna. Nie wiedziałem, że jest adoptowana. Najwidoczniej też ma swoje problemy. Sądzę, że trzeba doceniać to co się ma. Okay. Wcale tak nie sądzę, ale nie chcę brzmieć tak melodramatycznie. Okłamałem ją. Znaczy częściowo. Lubiłem krzywdzić, ale dla niej się zmienię. Ups. Czy ja się zakochałem w Isabelli Swan?!23? O my fucking god! Trzeba lecieć po Bellę i wiać. Zszedłem po schodach. Na ziemi leżała skulona Isa. Wziąłem ją na ręce, domyślając się, że sama nie da rady wstać.Była nieprzytomna, a z nosa leciała jej krew. Wyglądała jak porcelanowa laleczka. Zaczęła się wyrywać.
-No już. Spokojnie dzieciaku.- całą drogę głaskałem ją po główce jak małe dziecko. Jak tylko wszedłem do domu Damon i Stefano zaczęli histeryzować.
-Uspokójcie się. Pomożecie mi ją jakoś uspokoić?
-Pewnie. Odsuń się.- podszedł do niej Stark.- skąd wytrzasnąłeś Młodą?! To była Jamesa.
-To o nim mówiła?
-No pewnie tak. Przyjaźniłem się z nią
. W Phoenix mieszkaliśmy w jednym podwórku.
 -Opowiedz mi o niej i jej dzieciństwie.- I tak przegadaliśmy całą noc na temat Belli.
*******************************************************************************
No więc, wreszcie skończyłam rozdział. Jestem nim załamana, ale na nic lepszego pewnie nie wpadnę.Dedyk dla Selinki i wszystkich czytających te moje bazgroły.







niedziela, 30 marca 2014

Rozdział pierwszy

*Perspektywa Belli*
Stałam pod sceną kiedy poczułam uderzenie w głowę. Zemdlałam. O co chodzi? Przecież dopiero skończył się koncert. To jest nienormalne. Po co ja im jestem? Otworzyłam oczy. Znajdowałam się w ciemnym pomieszczeniu bez okien. Nade mną stało dwóch facetów. Poczułam kolejne uderzenie. Zakręciło mi się w głowie. To boli. Co ja takiego zrobiłam? Co się stało z moją rodziną? Gdzie oni są?
-Dobra Nick. Zostaw ją.
-Ale ja chcę się zabawić!
-Nie teraz. Później. Mamy sprawę do załatwienia. - wyszli. Nie mogę. Nie chcę tu być. Chcę wrócić do mojej idealnej rodzinki, wymarzonego życia i zajebistego domku. Czemu Bóg zawsze zabiera mi to co jest dla mnie najważniejsze? Przecież ja nic nie robię. No dobra. Nie należę do jakiś bardzo wierzących, ale bez przesady. Usłyszałam kroki. Wracają. Boję się. Nie wytrzymam.
-To co tam Maddeline?
-Słucham? Ja jestrm Isabella.
-Oh...biedactwo. nie pamięta przyjaciół z dzieciństwa. Przykro nam. Tak się nie robi. My o tobie nie zapomnieliśmy.
-Odwalcie się. Jesteście psycholami i mylicie mnie z kimś!
-Nie. Ale szkoda, że nie pamiętasz o kumplach ze szkoły.- a teraz bądź grzeczną przyjaciółeczką.-nakuli mnie igłą z jakimś płynem. Zasnęłam.
*Perspektywa Jaspera*
-Bella zniknęła.- usłyszałem głos Edwarda. Co? O nie!
-Jak to?
-Po prostu...Była i jej nie ma.
-Może uciekła?
-Powiedziałaby coś. A poza tym nie ma powodu. Mam złe przeczucia.  
-Znalazłem jej torebkę na ziemi.
-Pokaż może zostawiła jakiś list czy coś...- przejrzeliśmy jej torebkę. Jedyne co tam znaleźliśmy to dłigopisy, błyszczyki oraz jej ukochany medalik. Boże! Żeby jej nic się nie stało. Tak bardzo ją kocham. Nasza malutka siostrzyczka. Nie wiem jakby to wszystko miałoby wyglądać bez niej. Zawsze zarażała optymizem. Uzupełniała nas. Potrafiła mieć durno pomysły, ale wiedziała kiedy trzeba zbastować. Martwię się o nią. Zresztą nie tylko ja. Wszyscy. Musimy ją odnaleźć. Nie ma wyjścia. Bez niej nie ma naszej rodziny.  Może i nie jest z nami długo, ale jest naszą siostrzyczką. Nie pozwolę jej odejść bez pożegnania.
***********************************************************************
Okay. Na razie króciutko. Postanowiłam, że bd dodawała nn(jak się uda) raz na tydzień na każdego bloga, bo mam ich sześć, ale nwm czy się uda.  Dedyk dla SELINKI i Liczy się tylko pasja(Marty)

niedziela, 23 marca 2014

PROLOG

Żyje w błogiej nieświadomości o tym, że oni nadal gdzieś tam żyją. Nie mam pojęcia czemu tyle czasu już się ukrywam. W szkole wszyscy już się przyzwyczaili do mojego nnowego stylu. Mam swój zespół,  który j jest dla mnmie całym światem. O śmierci moich rodziców zamieszkałam u nowej rodziny. Dzięki temu zyskałam dwóch wspaniałych braci. Każdy z naszego rodzeństwa jest inny, ale zawsze możemy na siebie liczyć.  Właśnie jedziemy na występ. Jacob nieudolnie nadal mnie próbuje pderwać z czego moja rodzinka ma niezłe pianie. Nazywam się Isabella Collins, a to mój zwariowany świat.
**************************************************************************************
Mój kolejny blog. Nwm co ile bd dodawać posty, ale się postaram w miare częto. Buziaki:*